Mar 16, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Muzyka, taniec i śpiew

Zachorowałam na dziwną przypadłość. W mojej duszy coś nieustannie gra, nuci i brzęczy pobudzając ciało do ruchu a usta do śpiewu. Wystarczy, że usłyszę znaną, lubianą piosenkę i już budzi się we mnie muzykalna bestia. Z miejsca zaczynam śpiewać, a chwilę później tańczyć. Jak opętana szukam lustra by móc obserwować swoje wygibasy na żywo. Utwór się kończy, ale to nic nie szkodzi. Mam przecież swojego boomboxa, a w nim setki piosenek tylko czekające by je puścić w eter. Zabawa zaczyna się na nowo. Wybieram hit ostatnich dni i puszczam go w kółko, naokoło, bez przerwy to samo. Śpiewam i tańczę a lustro podpowiada co w moim występie można jeszcze poprawić albo może dodać coś nowego. Myślę, że ten wirus artystyczny siedzi we mnie już od dobrego miesiąca albo dwóch. Pamiętam, że kiedyś babcia Mariola zabrała mnie do kina na bajkę o występach i śpiewaniu Sing. To wtedy musiałam się zarazić. Wyraźnie czułam podczas oglądania, że coś mnie bierze. I teraz wiem, że to nie był katar, to nie była grypa, to był podstępny wirus artystyczny. Wkradł się do mojego organizmu, zapewne było mu dobrze więc poszedł spać, a teraz obudził się z letargu i szaleje. Pozostaje pytanie. Leczyć się czy nie leczyć?       

Mar 12, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Kwiatki

Kilka dni temu był Dzień Kobiet i jeden element z tego dnia zawrócił mi w głowie. Kwiatki. Jak cudownie jest je dostawać. Właściwie już same kwiatki są przecudne, kolorowe i takie pachnące. A jak jeszcze się je dostaje z jakiejś okazji to już podwójna przyjemność. W przedszkolu chłopaki zrobili dla nas specjalne kwiatki z patyka i krepiny. A żeby były pachnące to spryskali swoje prace pięknymi perfumami. Jak nam wręczali to pachniało w całym przedszkolu. To było czaderskie. Drugie tego dnia, piękne, pachnące kwiatki dostałam w restauracji, podczas kolacji, na którą zaprosił mnie i mamę, tata. Siedzimy sobie grzecznie i czekamy na swoje dania, aż tu nagle obsługa zamiast sztućców przyniosła nam po tulipanie. Kolejne czaderskie uczucie. Poczułam się taka….adorowana. Tata oczywiście nic nie dostał. A noże i widelce zostały doniesione w następnej kolejności. Teraz kwiatki stoją w wazonie i co jakiś czas podchodzę, wącham i wdycham słodkie zapachy. Jestem oczarowana.     

Mar 9, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Rebusy, krzyżówki, łamigłówki

Jak już człowiek potrafi trochę czytać, pisać i liczyć to otwiera się przed nim zupełnie nowy świat logicznych zadań na których można połamać głowę. Książeczki i gazetki dla dzieci pełne są kolorowych pustych pól, które należy wypełnić treścią. Widzisz krzyżówkę czy też rebus i już czujesz jak krzyczy w twarz – podejmiesz wyzwanie i mnie rozwiążesz czy jesteś cienias i tchórzysz. Ja tchórze, mówisz do mnie, wyzywasz na pojedynek Natalkę, podajcie mi proszę długopis, ja Wam zaraz pokażę jak się rozwiązuje szarady. Wstaję w szranki z każdym zadaniem, biorę na klatę wszystko jak leci i to w ilościach hurtowych. Krzyżówka proszę bardzo, pionowo, poziomo, odgaduje i wpisuje. Sudoku, trochę pomyślę, wywęszę trop i już nie popuszczę do ostatniej kratki. Rebus – łatwizna, wykreślanka – na ślepo, odnajdź różnicę – tu, tu, tu i tu, połącz kropki – z kim te szopki. Mogę tak godzinami, mózg rozpala mi się do czerwoności, wpadam w trans i tylko siłą można mnie oderwać od zadań. Odchodzę od stołu zwycięska. 

Mar 5, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Sięgaj gdzie wzrok nie sięga

Lalki są nudne. Wspinanie to dopiero zabawa. Oczywiście z tymi lalkami to mała prowokacja. Lubię lalki ale na potrzeby dzisiejszego wpisu, przyjmijmy że za nimi już nie przepadam. Wróćmy do tematu. W zeszłym tygodniu było skakanie na trampolinie, a wczoraj przyszła kolej na włażenie po ściankach. Najwyraźniej rodzice oczekują ode mnie jakiś kontuzji, bo serwują coraz to trudniejsze atrakcje. Poziom adrenaliny rośnie w miarę jedzenia. Przyjechaliśmy na miejsce, weszliśmy do hali i trochę mnie cofnęło. Na pierwszy rzut oka ścianki wyglądały bardzo groźnie – wysokie, strome i nie do zdobycia. Tato szybko uprzedził, że nikt nie oczekuje iż wdrapię się na sam szczyt. Mogę wejść dokąd dam radę i koniec. To mnie uspokoiło. Poszłam z mamą do szatni się przebrać. Następnie instruktor założył mi uprzęże, kask i wytłumaczył jak działa linka asekuracyjna. I tu mały zonk. Instruktor potwierdził, że można się wspinać do jakiej wysokości się chce ale powiedział, że jak chce się zejść to trzeba się puścić ściany, odepchnąć nogami i zaufać linie. Pojawił się lęk. Ale i na tą okoliczność tato był przygotowany. Zaczęliśmy od bardzo niskich wysokości by przekonać się, że lina naprawdę działa i można bezpiecznie się puszczać. Pierwszy skok był najgorszy. Strach przykleił mnie do ściany i trochę potrwało zanim się puściłam. Potem poszło już z górki. Złapałam bakcyla i zaczęło się prawdziwe wspinanie. Wdrapywałam się po cegłach, kolorowych zaczepach, klockach, liściach, kołach, nakrętkach, kołkach. Szukałam na ścianie bezpiecznej drogi w górę, łapałam się rękoma występów, podciągałam nogami, patrzyłam w dół i jak czułam, że za wysoko to puszczałam się ściany i wspinałam od nowa. Dopóki były siły w rękach dopóty trwała zabawa. Jak na pierwszy raz i tak wspinałam się jak prawdziwy kot.

     

Mar 2, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Różowa plomba

Do dentysty chodzę w miarę regularnie i nie było by o czym pisać, gdyby nie fakt, iż będąc wczoraj na fotelu zostałam zapytana jaki kolor plomby sobie życzę. Niezłe co!!! Czego to już dentyści nie wymyślą aby przekonać do siebie dzieci. Jaki kolor plomby wybrać? To było klasyczne pytanie retoryczne. Oczywiście, że dziewczyński. Oczywiście, że różowy. Całą wizytę kręciłam się na fotelu w oczekiwaniu kiedy pani skończy pracować przy ząbku i będę mogła zobaczyć w lustrze jak wygląda różowa plomba. Nie przewidziałam jednego. Kolorowy ząbek był schowany wewnątrz buzi i nie mogłam go dobrze namierzyć swoimi oczami. Rodzice zgodnie stwierdzili, że plomba jest w dechę i bardzo atrakcyjnie wygląda. Takie cuda.     

Lut 27, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Hangar 646

Tym razem główną atrakcją weekendu była wizyta w parku trampolin o przewrotnej nazwie Hangar 646. Jeśli ktoś lubi skakać to to miejsce zostało stworzone specjalnie dla niego. To istny raj dla fanów fikołków, salt, obrotów, skakania po czym padnie i gdzie padnie. Godzina czystego szaleństwa aż do upadłego. W Hangarze jest milion pięćset sto dziewięćset różnych trampolin z którymi możesz robić co tylko dusza zapragnie. Oczywiście z poszanowaniem zasad bezpieczeństwa, którego strzegą pomocni i życzliwi trenerzy. Na początku idzie się do szatni by przebrać w sportowe, wygodne ciuchy i obowiązkowe skarpetki antypoślizgowe. Później jest rozgrzewka i ….skoki, skoki, skoki, skoki. Przez 60 minut mama, tata i ja przeobraziliśmy się w gumisie, które wypiły szklaneczkę magicznego soku z gumijagód. Była to tyle męcząca atrakcja, że syrena zwiastująca koniec sesji została przyjęta jak zbawienie. Ale po wyjściu z Hangaru od razu zapytałam się rodziców kiedy znowu tu wrócimy.   

 

Lut 24, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Meczyk

Mama miała wczoraj wolne i wybrała się z koleżanką do kina, także na chacie zostałam na wieczór z tatą. Tata odebrał mnie z przedszkola, trochę pobawiliśmy się na dworze ale tylko trochę bo wiatr głowy urywał. Następnie był obiadek i dokończenie czytania kryminału dla dzieci. Tak jak myślałam złodziejem łódek był koleś z gumą do żucia. Gwoździem wieczoru był natomiast meczyk. Grali szarzy z czerwonymi. Szarzy to Polacy, czerwoni to Holendracy czy jakoś tak. Podczas meczu mieliśmy grać w planszówkę, ale tato wyraźnie nie mógł się skupić na grze i cały czas zerkał na telewizor. Nie miałam wyjścia przytuliłam się do taty i zaczęłam kibicować podjadając czekoladowe płatki do mleka. Piłkę nożną jako grę zespołową już znam ale i tak miałam dużo pytań do gry. Np. dlaczego sędzia pokazuję kartki ale już ich nie daję tylko chowa z powrotem do kieszeni albo dlaczego jak piłkarze leżą i ich boli to zaraz wstają i grają dalej. W przerwie szybko umyliśmy zęby i przebrałam się w piżamę. Drugiej połowy za bardzo nie pamiętam, bo pomimo iż zapewne była ciekawa to sen dopominał się o swoje. Usnęłam na końcówce jak wiecie jaki był końcowy wynik to proszę dajcie znać.    

Lut 20, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Bajki Grajki

Czy wy wiecie czy nie wiecie, słuchowiska są na świecie. Co to takiego słuchowisko? To teatr tylko bez wizji, słuchać jedynie głosy aktorów albo patrząc z drugiej strony to czytanie bajki, tylko że na wiele głosów. Słuchowiska dodatkowo wzbogacone są o wiele piosenek i przerywników muzycznych oraz o różne odgłosy otoczenia, które ułatwiają wyobrażenie sobie scenerii w jakiej rozgrywa się słuchana opowieść. Istnieje wiele słuchowisk, ale ja bardzo  polubiłam serię Bajki Grajki, gdzie do wyboru jest ponad 100 różnych historii. Jedne krótsze, drugie dłuższe, jedne znane, drugie dopiero czekające na odkrycie. Zabieram je ze sobą w dłuższą podróż samochodem i słucham, śpiewam i przeżywam za każdym razem odkrywając w bajce coś nowego. Jakiś fragment, który umknął mi poprzednim razem albo kawałek zwrotki lub refrenu, którego nie dosłyszałam dobrze. Kilka bajek już prawie znam na pamięć. Tomcio Paluch, Miś Świata, Alicja w krainie czarów czy Doktor Nieboli mogę praktycznie recytować z pamięci. Także dałam rodzicom zlecenie na kolejne i cierpliwie czekam na dostawę.    

Lut 16, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Yes i do no i don`t

Rodzice chcieli abym uważała na lekcjach angielskiego w przedszkolu to uważam. Tylko niech teraz nie płaczą, że na każde pytanie odpowiadam yes i do lub no i don`t. Tak się właśnie mówi po angielsku grzecznie odpowiadając na zadane pytania. A że trening czyni mistrza to ostro ćwiczę w domu. Natalka czy chcesz na kolacje serek – yes i do, czy myłaś ręce – no i don`t,co robiliście dzisiaj w przedszkolu – yes i do, czy wiesz co ty w ogóle mówisz – no i don`t ale jest śmiesznie. Mam naprawdę niezły ubaw z tymi wszystkimi odpowiedziami na pytania. Rodziców mniej to bawi, ale ja mam radochę po pachy. I łącze przyjemne (czytaj śmieszne) z pożytecznym. 

Lut 12, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Narty?? Czemu nie 

Żeby zima miała smaczek raz po lodzie a raz w szlaczek. Mówiąc krótko bez ogródek, były łyżwy teraz pora na narty. Także jak rodzice oznajmili plan na weekend, to aż pisnęłam z radości. Mam w sobie duszę sportowca i każda sportowa dyscyplina wywołuje u mnie dreszczyk emocji. A dodatkowo jak się zawezmę to nie ma że boli, muszę się nauczyć i już. Na początku w sobotę zjeżdżałam z narciarskiego przedszkola, małej górki specjalnie przygotowanej dla dzieci które mają narty pierwszy raz na nogach. Na dzień dobry, ten pagórek trochę mnie wystraszył, ale już po pierwszej godzinie prułam pługiem w dół na krechę. Natomiast niedziela, to zaliczanie kolejnych poprzeczek. Opanowałam wjazd orczykiem, hamowanie pługiem za zawołanie i niby skręcanie podpatrzone od innych. Jak na pierwsze dwa dni uważam, że i tak sporo zaliczyłam. A po nartach dla relaksu były zjazdy na wielkich dmuchanych oponach. Tu nie trzeba było niczego się uczyć, wystarczyło wyzbyć się strachu i z drogi śledzie bo Natalka jedzie.

 

Strony:«123456789...64»