Paź 7, 2012 - Natalka, Rodzinka    1 Komentarz

Mam już roczek

Dziś obchodziłam swoje pierwsze urodziny. Dokładnie rok temu o godzinie 21:23 po raz pierwszy ujrzałam światło, które zwę teraz światem. Chwilę później poznałam dwie śmieszne istoty, które okazały się moimi rodzicami – mamą i tatą. A po tygodniu przeprowadziłam się do przytulnego mieszkanka,  które jest moim domem. Wszyscy razem stworzyliśmy rodzinę. Przez okrągły rok, w dzień i w nocy, w słońce czy w deszcz, moi rodzice z wszystkich sił starali się abym była zdrowa, szczęśliwa i bym mogła pełnymi garściami poznawać mały i duży świat. Dziś w dniu moich pierwszych urodzin, mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że mama i tatko wykonali kawał dobrej roboty. A teraz korzystając z urodzinowego przywileju wypowiem sobie życzenie. Trzymajcie kciuki żeby się spełniło. Życzę sobie aby ten symboliczny pierwszy roczek, który był dla mnie jak piękny sen, trwał dalej i abym mogła  jeszcze długo, długo, długo spać.  Dziękuje rodzinko i proszę o więcej. Pfffffffffff. Świeczka zdmuchnięta.

Paź 6, 2012 - Natalka    Brak komentarzy

Na moją komendę za mną marsz

Już jutro moje pierwsze urodzinki. Ciekawe co to wszystko ma znaczyć i jak to się odbywa. Rodzice całą ceremonie skrywają w podwójnym sejfie i wiem tylko że przyjedzcie cała masa gości. Reszta wielka tajemnica. Ale spokojnie wytrzymałam w niepewności 6 dni to wytrzymam jeszcze jeden. Dzisiaj rodzice są mną wyjątkowo mało zainteresowani. Podejrzewam że to właśnie z powodu urodzin zapomnieli że mają córeczkę. Krzątają się we wszystkie strony i znoszą stosy siatek z tysiącem rzeczy. A ja siedzę na środku i chyba przeszkadzam. Nie pozostało mi nic innego jak przez ten dzień zająć się sobą. W związku z powyższym zwołałam w salonie zebranie wszystkich moich zabawek i rozkazałam, że wyruszamy na wyprawę do krainy Bawimysięsami. Jakby ktoś nie wiedział gdzie to jest to już tłumaczę. Cały czas prostu i na końcu w lewo obok krainy Nudzęsiębardzo a później na prawo od rzeki Ziewammmmm.

Paź 1, 2012 - Natalka    1 Komentarz

Wsteczne odliczanie

Witka!!!

Z uwagi na fakt, że już za 6 dni obchodzić będę swoje pierwsze urodziny zapraszam wszystkich do udziału w małej zabawie. Pomóżcie mi wybrać najlepsze zdjęcie roku z moim skromnym udziałem. Każdy z Was może zagłosować aż na trzy fotki. To na wypadek gdybyście mieli problem z wyborem. Jestem niezmiernie ciekawa, który pstryk pstryk okaże się zwycięski. Nie każcie mi czekać i bierzcie się do wybierania.

Z przyjacielskimi pozdrowieniami

Organizator konkursu – Natalka

[poll id=”2″]

Paź 1, 2012 - Ignaś, Natalka    Brak komentarzy

Urodził mi się braciszek

Hip hip hurra!!!

W sobotę o godzinie 21:15 do cioci Moniki i wujka Michała przyleciał bocian i przyniósł zawiniętego w pieluszkę uroczego chłopczyka, mojego braciszka Ignasia. Bociek musiał się trochę namęczyć bo junior ważył całe 3480 gramów i miał 57 cm od stópek do czubka głowy pokrytej czarnymi gładkimi włoskami. Bardzo bym chciała przywitać się z Ignasiem przytulić się i dać buzi na dzień dobry światu, ale mama mówi, że Ignaś musi najpierw trochę odpocząć po męczącej podróży w dziobie bociana i nabrać sił. No dobra. Rośnij w siłę braciszku. Żeby było Ci łatwiej przesyłam całusa na odległość i do zobaczenia wkrótce.

Oficjalne zakończenie wakacji

Wszystko co dobre szybko się kończy. Tegoroczne wakacje uznaje oficjalnie za zakończone. Ostatni dzień rodzinnego urlopu spędziliśmy u Pana Fryderyka Chopina w jego dworku w Żelazowej Woli. Pan Chopin był bardzo towarzyski i wszystkim gościom spacerującym po pięknym kolorowym parku grał na fortepianie. Uważam, że wakacje zamknęliśmy z klasą i fasonem. Już za rok kolejne. Ciekawe gdzie tym razem nas los poniesie. Papa wakacje papa.

Tak się bawi, tak się bawi NA-TA-LKA

W poprzednim wpisie poznaliście w  jak uroczym miejscu spędzałam wakacje a teraz poczytajcie co się tam działo. A działo się sporo. Zacznę z grubej rury. Zrobiłam swoje pierwsze samodzielne kroki. Bawiłam się na plaży i tak jak siedziałam tak wstałam, moment koncentracji, pierwszy krok, drugi, trzeci, czwarty, piąty i powrót do zabawy poprzedzony klasycznym telemarkiem i łagodnym posadzeniem pupy na piasku. Trzeba było zobaczyć  miny moich rodziców. Przecierali oczy ze zdumienia. A potem tacy byli ze mnie dumni, że wyglądali prawie jak pawie z warszawskich Łazienek. Niespodzianki mają to do siebie, że mało kto jest na nie przygotowany, dlatego dopiero moje drugie podejście tatko nagrał na kamerę.

 

Mało Wam – proszę.

Przełamałam niechęć do wody i nauczyłam się pływać w pontonie, a nawet brodzić w baseniku. Zobaczyłam jak Brook, moja rówieśnica z Anglii zasuwa jak motorówka po wodzie i stwierdziłam, że nie mogę być gorsza. Dałam mamie do zrozumienia, że podejmuje jeszcze jedną próbę zbratania się z wodą i hop siup fiku miku jestem sama w baseniku. Zabawa w wodzie jest spoko. Od razu z rodzicami odkryliśmy niezbadaną ilość różnych atrakcji związanych z pluskaniem. Jak już powiedziało się A trzeba powiedzieć B, poszłam za ciosem i odważyłam się wejść do morza. Oczywiście pod baczną opieką mamy. W wielkiej wodzie nie czuję jednak jeszcze się pewnie i na razie zostanę przy baseniku. Ale i tak było bardzo przyjemnie, bo tato zrobił dla mnie sztuczne bajorko na plaży i tam wybawiłam się do woli.

 

Mało Wam – proszę.

Potrafię pić ze słomki. Jak wakacje to wakacje. Leżenie na leżaku, opalanie się i picie drinków ze słomki. Rodzice mogą to dlaczego nie ja. Dajcie spróbować. Dali, a czemu mieli by nie dać. Najpierw myślałam, że ten plastikowy drucik się gryzie, ale popatrzyłam na tatę, który coś tak jakby tą rurkę wsysał czy coś. Kurcze, myślę spapuguje. I jak się nie zachłysnę. Szok. Ale pozytywny szok. Rodzice nie myśleli, że dam radę i wiecie co mi dali do picia – Sprite z lodem. Pycha.

Mało Wam – proszę.

Pływałam z tatą na kajaku po morzu. I nawet sama wiosłowałam. Byłam na całodniowym rejsie statkiem wycieczkowym, co prawda połowę trasy przespałam, bo bujało i mnie statek ululał, ale byłam. Spałam na dworze po północy. Rodzice imprezowali a ja przykryta kocykiem miło chrapałam na letnim powietrzu. Było przyjemniutko. Co jeszcze. Widziałam żółwie, jadłam rodzynki, rozwalałam wszystkie napotkane na plaży baby z piasku, tańczyłam zorbę, dostawałam w prezencie od greków balony i papierowe koguciki i nade wszystko podziwiałam uroki wyspy oraz zaczepiałam niezwykle sympatycznych i zawsze uśmiechniętych greków.

Mało Wam – uważam, że wystarczy.

Na koniec pragnę jeszcze wznieść toast, siorpiąc sok jabłkowy przez słomkę, na cześć magicznej greckiej wyspy Zakynthos, za wszystkie przeżyte przygody i wspaniale spędzony czas w doborowym towarzystwie  – YAMAS!  Zakhyntos  YAMAS!

PS – Powoli staję się to rytuałem. Dziękuje moim stałym, etatowym wyjazdowym opiekunom – cioci Ewelince i wujkowi Krzyśkowi za miłe towarzystwo, rozpieszczanie i spełnianie moich zachcianek, szczególnie za noszenie mnie na rączkach i chodzenie ze mną za rączkę tu i tam. Jesteście jak to mówił barman Yanis – good people.

Wrz 29, 2012 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Zakynthos – wrażenia na goroąco

KALIMERA!!!

Wróciłam. Było wspaniale. Było cudownie. Było przepięknie. Było zakyntosiańsko. Wybawiłam i wyleniuchowałam się po wsze czasy. Na tej wyspie jest tak spokojnie, pięknie i uroczo, że mimowolnie poddałam się rytmowi jej życia i niczym mała łódeczka kołysząc się miarowo na morskich falach przybiłam do brzegu wiecznego wyluzowania i błogiego nicnierobienia. Pełne wyciszenie od zgiełku i hałasu codziennego życia.  Byłam tylko ja, rodzinka i spokój.

Efcharisto wyspo za ten czas.

 

Wrz 20, 2012 - Natalka, Rodzinka    1 Komentarz

Przerwa w dostawie prądu

Ogłaszam wszem i wobec, że do końca września zawieszam prowadzenie bloga z przyczyn ode mnie zależnych. Udaję się z rodzinką na zasłużony wyjazd do ciepłych krajów, gdzie jak mówi tatko morze jak zupa gorąca, słonko świeci a deszczyk nie pada. Z opowiadań mamusi wiem, że na leżaczku będę się opalać z filtrem +50, na basenie towarzyszyć mi będzie dmuchany ponton, a drinki z soku jabłkowego będę popijać z kubeczka ze słomką. Już nie mogę się doczekać. Strasznie jestem ciekawa jak wygląda morze i co to właściwie jest ta zagranica. Ach i jeszcze ten lot samolotem.

Mamo bez misia pandy nie jadę, musisz go jeszcze gdzieś tutaj zmieścić. Trzymajcie za nas kciuki i bawcie się dobrze. Do usłyszenia w październiku.

Wrz 17, 2012 - Natalka    1 Komentarz

Powiało nudą

Historia związana z poniższą fotką da się opisać jednym krótkim zdaniem. To jest fotka bez historii. Było leniwe popołudnie. Wszyscy leniwie leżeli gdzie mogli. Ktoś przypadkiem położył się koło aparatu i z nudów nacisnął guzik. Obejrzał na podglądzie zrobione zdjęcie, a może nawet i nie obejrzał. 5 minut później już o nim nie pamiętał. Poszedł nudzić się gdzie indziej.

Dzisiaj jest poniedziałek. Zapada zmierzch. Na dwór już dzisiaj nie pójdę. Siedzę na podłodze i się nudzę. Myślę sobie, napiszę coś z nudów. Także właśnie piszę. Wciskam leniwie paluszkiem litery na klawiaturze. Przydałoby się jeszcze wstawić jakieś zdjęcie, ale nie za bardzo chce mi się wybierać. Niech będzie pierwsze lepsze. Może być to.

Jak Wam się chce i nie macie co robić to możecie z nudów napisać jakiś komentarz.

Pozdrawiam ziewając.

Wrz 16, 2012 - Natalka    Brak komentarzy

Człapanie bez trzymanki

Gorąca wiadomość z pierwszych stron gazet. Stawiam samodzielnie pierwsze kroki. Przechadzki nie są co prawda najdłuższe, ale potrafie poczłapać krótki odcinki bez trzymanki i dojść do celu na nogach. Nie myślcie jednak sobie, że od tej pory zapominam już o poruszaniu się po podłodze na pupie lub o wykorzystywaniu jako podpórki krzeseł, szafek i ścian. Co to to nie. Chodzenie jest u mnie na razie w fazie testów, a pierwsze kroki należy traktować jako prototypowe. Zobaczcie jak mi to wychodzi. Jak macie dla mnie jakieś wskazówki, proszę podziecie się ze mną tą cenną wiedzą.