Wrz 12, 2012 - Natalka    3 komentarze

Paszport

Trochę długo to trwało ale w końcu się udało. Ogłaszam wszem i wobec, że od dziś jestem szczęśliwą posiadaczką paszportu. Mogę jechać na wakacje do ciepłych krajów, gdzie dojrzałe nektarynki, arbuzy, dużo plaż z piaseczkiem do zabawy i co mnie szczególnie cieszy, natrętny katar nie ma wstępu. Mamo, tato kiedy się pakujemy.

Wrz 10, 2012 - Natalka    Brak komentarzy

A to ci ptak

Spotkałam się wczoraj z kumplami w Łazienkach na małe ploteczki i szybkie gadu-gadu. Nadrabiając zaległości w postaci co u kogo słychać, przemieszczaliśmy się krętymi alejkami wśród zieleni równiutko przyciętych trawników i dostojnie rosnących drzew przeróżnych gatunków. Z góry o nasze dobre nastroje dbało słonko, które dostarczało przyjemnego ciepła, a dookoła nas biegały, skakały, pływały i fruwały przeróżne zwierzątka. Spacer jak talala, normalnie palce lizać. Pamiątkę ze spotkania zrobiliśmy sobie przy kamieniu. Natenczas jednakże omawiałam z Madzią okropnie istotny i ważki temat którą nogą lepiej zacząć chodzić, że zapomniałyśmy odwrócić się do zdjęcia. Oczywiście niezadowolony pan fotograf nie omieszkał nas wnet poinstruować o konieczności odpowiedniego ustawienia się do fotki, ale byłyśmy już na finiszu rozważań, która doprowadziła nas do jednoznacznej odpowiedzi by lepiej zacząć od prawej, także znowu w obiektywie zamiast twarzy zagościły nasze pupy. Pan fotograf widząc, że z nami nie wygra, musiał zadowolić się obejściem kamienia dookoła i zrobienia pstryk pstryk z drugiej strony. Hitem spotkania okazał się jednak ptak. Takiego jeszcze nie widziałam. Dostojnie, powoli poruszał się po trawniku jakby wiedząc, że wszyscy na niego patrzą i podziwiają jego urodę. Zachowywał się jak modelka na wybiegu prezentująca kreację z najnowszej kolekcji. Tato powiedział, że ten ptak to paw. Muszę zapamiętać. Do głowy wbiłam sobie także styl chodzenia pawia –  dziób zadarty do góry, pierś do przodu, sylwetka wyprostowana. Spróbuję tak chodzić jutro przy chodziku.

 

Wrz 7, 2012 - Natalka    Brak komentarzy

Do pokonania ostatni schodek

Wczorajszy dzień spędziłam z mamą na wielkim placu zabaw. Muszę korzystać z pogody póki jeszcze sprzyja i wybawić się na zapas, bo później może być różnie. Zabawa w rękawiczkach w piaskownicy czy zjeżdżanie po zimnym metalu to taka średnia przyjemność. Sami wiecie, rozumiecie. Także, bawiłam się i korzystałam, korzystałam i bawiłam się, aż nagle dopadła mnie zaduma. Przecież kończę już 11 miesięcy i jestem o jeden krok by mieć w życiorysie rok. Poważna sprawa. Szybko zrobiłam w myślach rachunek sumienia. Na pupie śmigam aż miło, na nogach czuję się coraz pewniej i aż czasami korci mnie by się puścić, ale jednak trochę się boję, nić porozumienia z rodzicami jest coraz grubsza i już w niektórych kwestiach rozumiemy się w lot. Z drugiej strony jednak, nadal nie umiem zakładać swoich butków a bardzo bym chciała, nie mogę przespać całej nocki na raz i nie kumam o co tatce chodzi z tym „…a gdzie jest misio panda, a gdzie jest żyrafa, a gdzie jest ślimak…”. Generalnie chyba nie jest źle. Dobra bawię się dalej, szkoda czasu na rozmyślania, piaskownica czeka.

Wrz 4, 2012 - Natalka    1 Komentarz

Potwór

Nie wiedziałam, że u nas w domku mieszka straszny potwór. I to w dodatku w moim pokoiku. Do tej pory nieźle się ukrywał, ale dziś wyszedł z kryjówki w szafie i nieziemsko mnie przestraszył. Cały czas w pamięci mam jego widok, który prześladuje mnie od rana i nie mogę się go pozbyć. Straszydło ma strasznie długą, czarną i giętką szyję, która wiję się po podłodze niczym wąż, a zakończona jest szeroko otwartą paszczą, Jego ciało przypomina przepompowaną kulę, do której przytwierdzone są okrągłe nogi. W odróżnieniu od szyi będącej cały czas w ruchu, stwór porusza się sporadycznie szybko przesuwając się z miejsca na miejsce po czym zamiera na jakiś czas by znów energicznie dotrzeć na nowy teren. I co nie straszna pokraka. Mama by mnie uspokoić powiedziała, że stwór nie je grzecznych dziewczynek, a żywi się tylko i wyłącznie kurzem i kłębkami brudu. Ale ja wiem swoje. Nie będę na razie się z nim przyjaźnić. Niech mieszka sobie w szafie, ale z dala ode mnie i ma wychodzić na łowy kiedy nie ma mnie w domu. Na koniec powiem Wam jeszcze, że nazywa się równie okropnie jak wygląda – odkurzacz – to brzmi jak jakiś brudny pampers. A fuj.

Sie 31, 2012 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Księżniczka na zamku

Nie blisko, kawałek drogi, a nawet bardzo daleko, za siedmioma górami, siedmioma lasami i siedmioma fotoradarami, w starym zamku (skrybowie piszą, że to Opactwo Cystersów w Sulejowie ale się mylą), na najwyższym piętrze, w ostatniej komnacie o numerze 225, mieszkała księżniczka Natalka. Księżniczka była jeszcze bardzo młoda, rzecz można, że nawet malutka i dopiero zaczynała poznawać świat oraz dworskie obyczaje, dlatego nie marzyła jeszcze o żadnym księciu z bajki czy też rycerzu w zbroi na śniadym koniu. Nie oczekiwała nawet tego, że jakiś szarmancki szlachcic wystrojony w rodowe szaty poprosi ją do tańca, gdyż co tu dużo ukrywać księżniczka dopiero uczyła się chodzić.

Natalka w skrytości serca pragnęła na razie tylko jednego, aby przeżyć jakąś romantyczną przygodę iście z bajki. W oczekiwaniu na nią często siadała na oknie z widokiem na kościół i oddawała się rozmyślaniom. Nie musi to być od razu spotkanie ze smokiem – myślała – chociaż z drugiej strony opowieści o smokach są bardzo przesadzone, skoro daję się je księżniczką do żucia i ssania na noc, to jak się ich bać. Dalszy tok rozumowań przerwało nagłe wejście do komnaty rodziców Natalki, którzy trzymając się za ręce zaproponowali córeczce spacer przez pobliski las nad wodę celem ogrzania w słonku starych i młodych kości. Księżniczka z miłą chęcią zgodziła się na wycieczkę, wystroiła się w wyjściowe body i szykowny kapelusik, wsiadła do swojej karocy i pozwoliła tacie powieść się przez las.

Gdybyśmy zapytali się Natalki co wydarzyło się po drodze, zapewne za dużo nam nie powie, gdyż spokojny marsz i leśne korzenie drzew skutecznie ululały pasażerkę karocy. Za to nad wodą, wyspana, pełna wigoru, co rusz wymyślała z mamą nowe zabawy a to na kocu a to na piasku. Król Grzesiek widząc, że ma chwilę czasu dla siebie udał się na małe grzybobranie. Właśnie miał się zapuścić się w głąb brzozowego zagajnika w poszukiwaniu koźlarzy, gdy jego uszu dobiegły wołania ratunku i piski pomocy, które z całą pewnością musiały należeć do księżniczki i królowej Moniki. Nie tracąc czasu pognał na złamanie karku w kierunku pikniku. Gdy po chwili dotarł na miejsce zdarzenia zobaczył, że przerażone damy zostały zaatakowane przez przeraźliwie fukające i groźnie kłapiące dziobami szalone….. łabędzie. Zlękniona księżniczka wraz z mamą uciekły w stronę pobliskiej kępy drzew skąd wtulone w siebie z trwogę podglądały jak gromada człapiących łabędzi plądruje piknikowy koc w poszukiwaniu pożywienia. Król Grzesiek widząc, że jego królowe są na razie bezpieczne podjął próbę ratowania torby piknikowej. A kysz, a kysz, sio, sio, sio – wołał natarczywie tupiąc przy tym nogą. Wołania guzik dały, a nawet sprowokowały łabędzie do nowej serii syków. No cóż musimy cierpliwie poczekać, aż te żarłoczne bestie same postanowią odejść – podsumował swoje atakująco-obronne działania król Grzesiek. Czekanie nie trwało długo. Po 5 minutach łabędzie dumnie, z wyciągniętymi szyjami odeszły do wody i popłynęły w zarośla. Gdy sytuacja się unormowała i było więcej niż pewne, że nie będzie ponownego ataku syczących potworów królewska rodzina wróciła na kocyk. To była przygoda na jaką czekałam – pomyślała księżniczka – pełna napięcia, z niebezpieczeństwem, szarpiąca nerwy. Tak to było to.

Natalce historia dostarczyła tylu wrażeń, że wnet zasnęła w swojej karecie w pozycji iście ekwilibrystycznej. Śniło jej się, że jest w swojej komnacie i patrzy przez okno wyczekując swojej pierwszej poważnej przygody, gdy wtem do pokoju weszli rodzice trzymając się za ręce z propozycją wspólnej wycieczki. Natalka zgodziła się z ochotą, wystroiła się w szarą szatę z kapturem i powiedziała, że jest gotowa. Rodzice nie zwlekając dłużej rzekli wspólnym głosem – córeczko chcemy pokazać Tobie nowy rodzaj karocy. Do tej pory jeździłaś w karocy na czterech kołach, a dziś spróbujemy nowego wehikułu z zachodu – karocy dwukołowej. Dodatkowo pojazd ów wprawiany jest w ruch nie siłą rąk, a nóg i siedzieć będziesz nie przed a za tatą. Takie cuda, co Ty na to księżniczko. Drodzy rodzice to są chyba jakieś bajki, nie uwierzę dopóki nie zobaczę – odpowiedziała Natalka. No i zobaczyła. Radość była ogromna, księżniczce bardzo przypadły do gustu nowe doznania związane z nowoczesną karocą. Te same, znane już, okolice nabrały nowych barw i odcieni. A pęd karocy dodatkowo dostarczył ożywczego wietrzyku, który po gorącym słonecznym dniu okazał się zbawienny. Większa prędkość, adrenalina i lepsze widoki tak w skrócie można podsumować recenzję Natalki z przejażdżki. Świeże powietrze i nowe doznania na powrót zmęczyły księżniczkę, która bez większego ociągania znowu z głową pełną wrażeń usnęła praktycznie w miejscu.

Gdy się obudziła, była w swoim pokoju, ale trochę innym. Przetarła oczy i zobaczyła, że nie jest to już pokój w zamku tylko w bloku z początku XXI wieku. O kurka, ale długo spałam. Pewnie dosypali mi czegoś do mleka. Ciekawe kto mi to zrobił – westchnęła. Nagle niczym deja vu do pokoju nagle weszli rodzice trzymając się za ręce. Jak mi zaproponują wycieczkę to się poddaję i uciekam z tej bajki. KONIEC

 (wszystkie postaci i wydarzenia opisane w historii są prawdziwe, jednakże zostały opisane w sposób odmienny za co autor nie ma najmniejszego zamiaru przepraszać)

Sesja foto

Mam, mam, mam. W końcu się doczekałam. Długo to trwało, ale warto było czekać. Jestem taka podekscytowana, że nie wiem co napisać. Normalnie emocje nie pozwalają mi się skupić. Na całym ciele mam gęsią skórkę, a uśmiech szerzy się od ucha do ucha. Po miesiącu czekania ciocia Ewelinka i wujek Krzysiek nareszcie dostali od sympatycznej Pani fotograf zdjęcia z plenerowej sesji ślubnej. Moje podniecenie bierze się stąd, że na tą sesję zostałam oficjalnie zaproszona i miałam w niej malutki epizod. Takie samo zaproszenie dostała również Majusia i moi rodzice. Pamiętam jak dziś; zdjęcia były robione na warszawskiej Starówce i okolicach, ciepłym letnim wieczorem, w cudownej magicznej atmosferze. Zaciekawieni przechodnie uśmiechali się do nas przyjaźnie, a Państwo Młodzi będąc w doskonałych nastrojach, świetnie się bawili pozując w romantycznych i śmiesznych pozach do pamiątkowych fotek. Niesamowita zabawa uczestniczyć w takiej sesji.  Jak będę już dorosła to chyba zostanę modelką. Jeszcze tego nie wiem na pewno, ale muszę poważnie rozważyć taką ewentualność. Myślicie, że się nadaję do tej roli?

PS. Dla głodnych wrażeń przesyłam odnośnik do fantastycznych fotek całej sesji Młodej Pary – Sesja plenerowa cioci i wujka

W gościnie u Pani Bozi

Korzystając z okazji, że na łamach mojego bloga mam najwięcej do powiedzenia, w krótkich słowach chcę bardzo serdecznie podziękować cioci Ewelince i wujkowi Krzyśkowi za opiekę nad moją skromną osobą na weekendowym wyjeździe. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę ale to dzięki Wam moi rodzice mogli się pobawić na weselu i trochę się rozerwać. Swoją drogą to musieli być trochę zestresowani bo co jakiś czas dzwonili i pytali się czy wszystko w porządku. Spoko wodza, jedną noc bez Was wytrzymam. Na dłużej mnie nie zostawiajcie bo się pogniewam i zapłaczę, ale na jedną nockę możemy się rozstać. Zresztą wcale nie miałam czasu tęsknić, gdyż z ciocią i wujkiem w naszym pokoiku przy kościółku u Pani Bozi zrobiliśmy sobie własną imprezkę i też balowaliśmy do zmroku a nawet trochę dłużej. Koniec końców rodzice mieli masę atrakcji, ja miałam masę atrakcji i mam nadzieję, że ciocia i wujek też miło spędzili czas. Ciociu, wujku przesyłam Wam pełną garść buziaków słodziaków.

Sie 24, 2012 - Natalka    3 komentarze

Lokomotywa Natalii

„Najpierw
powoli
jak żółw
ociężale
Ruszyła
Natalia
chodzikiem
ospale.
Szarpnęła za uchwyt, popycha z mozołem,
Nóżka, za nóżką podąża za kołem,
I marsz swój  przyspiesza, i gna coraz prędzej,
Śmieje się, człapie, tupie i pędzi.

A dokąd Natalko tak pędzisz na wprost!
  Do mamy tak biegnę co właśnie je tost,
  A potem w tył zwrot i nogi za pas,
Do taty poczłapie, by zdążyć na czas.”

 

Sie 23, 2012 - Natalka, Rodzinka    1 Komentarz

Rajd wózkiem

Pojechaliśmy wczoraj popołudniu całą rodzinką do wielkiego sklepu pokręcić się trochę po labiryncie z regałów polując na cenowe okazje i promocje. Zakupy jak zakupy. Normalka. W głowie widziałam taki plan na najbliższą godzinę. 1. Wjazd na halę. 2. Kręcenie się tu i tam. 3. Czytanie etykiet i wybór produktu. 4. Wkładanie produktów do wózka. 5. Podejście do kasy. 6. Wykładanie produktów z wózka. 7. Zapłata. 8. Wkładanie produktów z powrotem wózka. 9. Wędrówka do samochodu. 10. Wkładanie produktów do samochodu. 11. Odprowadzenie wózka. 12. Odjazd do domu. W połowie zakupów pomyślałam, że mogę być małym detektywem, bo wszystko szło zgodnie z moimi przewidywaniami jak po sznurku. Uśmiechnęłam się pod noskiem z myślą „rodzice mam Was rozpracowanych”. Ale jednak się myliłam. Zgrzyt nastąpił pomiędzy punktem 9 i 10. Tatko jakoś nie bardzo kwapił się do ładowania zakupów do samochodu. Po jego minie poznałam, że coś się szykuje. Chwila spokoju, wyczekiwania, napięcie rosło, poczułam dreszczyk emocji. Co ten tato kombinuje. No dalej, halo, ja czekam. Mama kiwnęła głową na zgodę. To było zielone światło. Tato pognał z wózkiem po parkingu. Poczułam wietrzyk w uszach. Tato szybciej. Fruuuuuu.

Sie 21, 2012 - Natalka    1 Komentarz

Opieka nad kotem

Obiecałam, że będę opiekować się pluszowym miauczącym kotem. Obiecałam (patrz: wpis z 19 sierpnia). Skoro słowo się rzekło to trzeba być teraz odpowiedzialnym za swojego zwierzaka. Moi rodzice bez względu na fakt czy czuję się brudna czy nie i tak codziennie wieczorem kąpią mnie w wannie przed snem. A mój kotek od momentu jak go dostałam jeszcze nie był myty, a na podłodze już trochę żeśmy się tarzali. Poczekałam do momentu kiedy nadchodzi pora kąpania. Tato napełnił wannę wodą i gdzieś na chwilę poszedł, mama zajęła się wyjmowaniem prania z pralki i wieszaniem mokrych ubrań. Pomyślałam, że nie będę rodzicom przeszkadzać i szybko wzięłam się do roboty. Chwyciłam pluszowego kota za ogon, podsunęłam się na pupie do wanienki i wrzuciłam zwierzaka do wody. Na dobre nie zaczęłam jeszcze szorować sierści pupilowi, a tu nagle znikąd pojawia się mama, wyrywa mi kota z rączek i przerywa kąpanie. W pierwszej kolejności naszła mnie myśl, że mama zabrała mi kota bo woda jest za gorąca i pluszak może się poparzyć. Przecież jakby się poparzył to by miauczał i miotał nóżkami, a ja nie słyszałam żeby wydawał z siebie jakieś dźwięki ani żeby się ruszał. Generalnie pluszak po wrzuceniu do wody tak jakby oniemiał. Bo wyjęciu kotka z wody przez mamę sytuacja nie uległa zmianie. Zwierzak nadal się nie ruszał i nie miauczał. Mama przystąpiła do próby ratowania i udzielenia pierwszej pomocy ale ani energiczne potrząsanie ani przełączanie guziczka pod brzuszkiem nie przyniosło rezultatu. Już myślałam, że zrobiłam kotkowi niechcący kuku kiedy nagle pluszak ożył. Przeciągle chrapliwie zamiauczał i poruszył niezdarnie kończynami. Kamyk spadł mi z serca. Chciałam dobrze, a mogło skończyć się niewesoło. Skąd mogłam wiedzieć, że pluszowych kotków na baterię się nie kąpie. Koniec końców mama wytarła pluszaka ręcznikiem i powiesiła na tarasie spinaczem na suszarce by wysechł. Jutro znowu będę się z kotkiem bawić. Chyba, że w nocy spadnie deszcz i powisi dłużej.